
(ze specjalną dedykacją dla Marzeny)
Wstęp
Odcięta od świata, czyli mojego Kochanego Internetu, korzystam ostatnio z gościnności różnych kafejek na Modzie. Podczas mojego sieciowego odwyku spędziłam jedno popołudnie w prawdziwej dekoratorskiej perełce: imitujące czerwoną skórę siedzenia, szpitalno-różowe ściany i à la kryształowe, podświetlone na fioletowo żyrandole; całości dopełnia pasująca do wystroju muzyka. Serwują tam bezsmakową nescafé ze śmietanką z proszku jako jedyną kawę (poza turecką, której akurat nie chciałam, bo w ceną wliczone było wróżenie, a ja wtedy i bez tłumacza, i bez specjalnych chęci…).
Siedzę więc w tej bezowej kawiarni, ugniatam łyżeczką stwardniałą śmietankę i z determinacją wpisuję podane mi przez obsługę hasło. Bezskutecznie – Internetu jak nie było, tak nie ma (jak dowiedziałam się wychodząc, „taaak, czasem nie działa…”).
Towarzystwa dotrzymuje mi czteroletni (na moje wprawne oko) chłopiec, który kręci się wokół stolika, wychyla spod krzesła, zagląda zza rogu. Krótko mówiąc – oczekuje uwagi. Nie odpowiada jednak na grzecznościowe pytania w stylu „jak masz na imię? ile masz lat?”, daję więc sobie spokój tak z uwagą, jak i z konwersacją i wracam do walki o Internet (za który w końcu zapłaciłam w postaci mętnego płynu z coraz bardziej podatną na dźganie śmietanką).
Dopiero gdy chłopiec zaczyna bawić się moją torebką (ostateczna próba zwrócenia na siebie uwagi, dość ryzykowna zresztą), mierzę go lodowatym spojrzeniem, jakiego nie powstydziłby się surowy turecki hodża, czyli nauczyciel (wprawa jeszcze jest, z tym jak z jazdą na rowerze widocznie). Chłopiec trochę się jeszcze kręci wokół zielonego stolika i czerwonej sofy, torebkę i inne dobra osobiste należące do mnie omija jednak szerokim łukiem.
Kawiarniany chłopiec nie tylko nie wyraża chęci kontaktu werbalnego, jest dodatkowo przyssany do butelki (w tym wieku?) i konsekwentnie ignoruje wszelkie uwagi ze strony matki, która łudzi się jeszcze, że kiedy wystęka skwaszonym głosem „synku, nie biegaj” (piłując w tym czasie paznokcie i plotkując z koleżanką), to synek biegać przestanie.
Otóż nie przestanie.
***
Ponieważ postanowiłam być w tym roku nieco bardziej złośliwa niż zwykle (próba niezbędnej adaptacji, ostatnie tureckie stracie, tonąca cudzoziemka brzytwy się chwyta, etc.), będzie dziś kolejny wredny post. Tym razem o Rozpuszczonym Tureckim Chłopcu.
Nie chciałabym uchodzić za cudzoziemkę dręczącą wyłącznie Turczynki, tak więc dziś oberwie się tylko Turkom.
Potem obiecuję zamieszczać już tylko ładne zdjęcia, komentarze odnośnie wydarzeń kulturalnych, porady podróżnicze oraz inne ogłoszenia parafialne.
Tymczasem wróćmy do Rozpuszczonego Tureckiego Chłopca.
Natchnęła mnie Perihan Mağden i jej urokliwy esej „Mężczyzna pływający motylkiem” (w oryginale: „Kelebek yüzen erkekler”), który ukazał się w listopadowym BLUSZCZU. Polecam gorąco.
Rozwinięcie
Turecki Chłopiec oraz Turecka Dziewczynka dorastają w atmosferze bezkarności i swawoli, wychowywani – nie bójmy się tego słowa – co najmniej bezstresowo. Tarmoszeni przez ciocie, kuzynki, babcie i sąsiadki za policzki (oznaka sympatii wobec dziecka, w wersji soft lub nieco sadystycznej), karmieni tureckimi potrawami pichconymi z zapałem przez mamy i babcie (które, szczęśliwie lub nie, pracować często nie muszą). Rozpieszczani przez nauczycieli (ale tylko w szkołach prywatnych – tam zdecydowanie rządzi młodzież!). Pilnuje się tych dzieci, strzeże jak oczek w głowie, nie pozwala pić letnich nawet napojów (uwaga na przeziębienie!), chroni przed przeciągami czy najlżejszym podmuchem wiatru (przeziębienie!), wozi zawsze i wszędzie (Pan Szofer dostarczy pod drzwi prywatnej podstawówki i dowiezie z powrotem do domu) – podczas spaceru można się przecież przeziębić! Szkolna pielęgniarka opatrzy każde skaleczenie i podejrzaną kropeczkę na palcu, pani dyrektor skarci wredną nauczycielkę, która śmiała próbować prowadzić lekcję lub postawić czwórkę za fatalną klasówkę.
Słowem: MA-SA-KRAAA.
Gdy Turecki Chłopiec i Turecka Dziewczynka zaczynają dojrzewać, sprawy nieco się komplikują. Obie strony muszą nauczyć się swoich ról społecznych. I tak, jak nietrudno się domyślić, Turecki Chłopiec ma być silny, a Turecka Dziewczynka – ładna (miła to nawet nie musi… chyba że dla Tureckich Chłopców i ich Tureckich Mam, i tylko w specyficznych sytuacjach).
Jak określiła to moja polska koleżanka (lepiej bym tego nie ujęła): Turecki Mężczyzna jest aktywny – WYBIERA; Turecka kobieta jest pasywna – PREZENTUJE SIĘ (w domyśle – Tureckiemu Mężczyźnie). Niby żadne to odkrycie, i nie dotyczy tylko Turcji, ale… na jaką skalę jest to prezentacja!
Życie „na wybiegu” – o Tureckiej Kobiecie
Turecka Kobieta wie, że czas nagli. Lustruje każdego poznanego mężczyznę, analizuje jego wady i zalety, podświadomie szuka w nim „przymiotów prawego męża”, sprawdza, jaki to z niego materiał na stały, dobrze rokujący (w podtekście: rokujący małżeństwem) związek. I nie chodzi tylko o pieniądze, władzę, przyzwoite stanowisko w przyzwoitej korporacji. Turecka Kobieta ma w życiu coraz bardziej pod górkę: ona nadal tylko się prezentuje. Mężczyzna wybiera, ale jest przy tym coraz bardziej wybredny. I coraz dłużej zwleka. Co prawda średnia wieku wchodzenia w związki małżeńskie to w przypadku Turków 26 lat (niecałe 23 lat dla kobiet) – statystyczny Turecki Mężczyzna nadal żeni się więc wcześnie. Jednak najbardziej pożądani kandydaci – wykształceni, zamożni, zaradni, po odbytej służbie wojskowej (tak!), nie spieszą się. Bo i nie mają do czego. Rodzina już tak bardzo nie naciska (zresztą, są to rodziny bardziej otwarte na świat i inne poglądy), do tego te cudzoziemki pchają się do Stambułu, Izmiru, Antalyi, jak szalone… A przed czterdziestką można ustatkować się z młodą turecką absolwentką nauczania początkowego. Rodzina tylko przyklaśnie (Mama w szczególności).
Turecką Kobietę rodzina będzie natomiast ku małżeństwu (raczej mocno) popychać. Znam tylko kilka Turczynek, które nie pytają koleżanek o plany zaręczyn i ślubów, które nie lustrują chłopaków znajomych, nie analizują wad i zalet potencjalnego kandydata na męża przyjaciółki. Te lustrujące i analizujące to wcale nie ogłupione, biedne dziewczęta, ale wykształcone, nieźle zarabiające Turczynki ze stambulskich rodzin. Niby wszystko gra, ale magiczne słowo MAŁŻEŃSTWO kołacze stale gdzieś w tyle głowy, do tego bardzo młodym dziewczynom. Młodym i chyba jednak niezbyt roztropnym (żeby nie powiedzieć: głupim), skoro snują wizję ŚLUBU (bo nawet nie wspólnego życia PO) z dopiero co poznanym chłopakiem, z którym od niedawna zaczęły się spotykać.
Jak (lubiana zresztą przeze mnie) koleżanka, która w taki oto sposób analizowała swój trzymiesięczny wówczas związek (cytuję): „ Jeśli X. pójdzie do wojska na pół roku, to w porządku… Ale jeśli wyślą go na rok, musimy ustalić, czy bierzemy potem ślub, bo jeśli się nie zdeklaruje, to ja w ciągu tych dwunastu miesięcy mogę znaleźć kogoś innego, zamiast tracić czas”. Dodam, że koleżanka nie skończyła jeszcze dwudziestu pięciu lat. Dodam też, że nie było w tym wywodzie krzty ironii, tylko czysta kalkulacja i pragmatyzm (oraz determinacja!).
Skrajny (i smutny) przykład pochodzi z Kayseri. Znajoma musiała po studiach wrócić do rodzinnego miasta (bo tak). Rodzina uznała, że nadszedł czas na małżeństwo (bo tak), pozwalając dziewczynie (cóż za wspaniałomyślność) wyjść za mąż za chłopaka, z którym była związana przez ponad dwa lata. Chłopak ten jednak żenić się nie chciał. Dopiero skończył studia i planował trochę „pożyć”, zwiedzać świat… Opowiadał mi przygnębiony, paląc papierosa za papierosem, że rodzina na pewno wyda jego ukochaną za kogoś innego, a on NIC na to nie może poradzić… Dwa, trzy miesiące później, miał już nową dziewczynę. Co stało się z poprzedniczką? Nie wiem, ale mam nadzieję, że historia o aranżowanym małżeństwie była lekko podkoloryzowana na potrzeby dramaturgii rozstania. Albo że rodzina dziewczyny ma dobry gust, i wydała ją za mniejszego kretyna niż jej były.
Żyć nie umierać, tylko przebierać – o Tureckim Chłopcu
Wiemy już, że Turecki Chłopiec wybiera, a raczej przebiera, że nie marzy o ustatkowaniu się za wszelką cenę, jak jego tureckie koleżanki (mało tego, po ustatkowaniu się PODOBNO zdradza – wynika tak z badań, jakich, nie pamiętam, dlatego pominę ten trudny temat, w który i tak nie chcę się w tej chwili zagłębiać, bo wystarczająco już namieszałam). Wiemy, że jego wybory, przynajmniej te dotyczące życia osobistego, są względnie akceptowane przez rodzinę – oczywiście pod warunkiem, że sam się utrzymuje – jest wtedy prawie panem własnego losu. Rodzinie nie zwierza się przecież ze wszystkich randek, związków i związeczków. Jest wolny, bo prowadzi po prostu żywot pracoholika i stawia na karierę – taka jest oficjalna i w miarę wiarygodna wersja. I tak już swoje przecierpiał – skończył studia, nauczył się jakoś angielskiego na poziomie elementary, poszedł do wojska, a teraz ciężko zarabia na chleb powszedni. Odczepcie się więc od Tureckiego Chłopca, z Tureckimi Kobietami też nie ma przecież łatwo!
Jeśli więc flirtuje z koleżanką, a potem z inną umawia się do kina (mówiąc swojej tureckiej dziewczynie, że ogląda w tym czasie mecz z kolegą), oznacza to tylko, że korzysta z możliwości, jakie dało mu życie. I że przyklaskuje mu przyzwalające na takie zachowania społeczeństwo. Możliwości, których nie ma (a raczej w teorii nie powinna mieć) Turecka Kobieta. Bo w praktyce, jak wiemy, bywa różnie…
Zakończenie
Wyjątkowo nie będę się na zakończenie tłumaczyć.
Ci, co mieli zrozumieć, zrozumieli.
Ci, którzy dopiero przyjechali do Turcji i zachwycają się nią aż dechu w piersi brak, i tak posądzą mnie o brak piątej klepki.
Następny post już naprawdę o wróżbach!











